piątek, 9 października 2015

Zawieszam!

W związku z małymi problemami na chwilę zawieszam bloga! Nastąpi zmiana w obsadzie :)

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział VII

Stoję z chłopakami w korytarzu przed meczem. Część z nich tupie nogami i macha rękami. Niektórzy rozmawiają z dziećmi, które będą ich wprowadzać, kilku poprawia fryzury. Jak przed prawie każdym, ligowym meczem. Wyjątkowo siadam dziś na ławce trenerskiej, gdyż to mój pierwszy raz tutaj, a poza tym będzie minuta śmierci z powodu śmierci rodziców. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to ciężkie. Przez te kilka dni było miło i przyjemnie, zapomniałam trochę o smutku. Teraz dociera do mnie, że jutro przylęcą tu ciała z Londynu, a w środę będzie pogrzeb. Westchnęłam cicho.
-Co tam siostra? -spytał Sergio.
Razem z resztą piłkarzy na meczowe koszulki ubrali czarne ze zdjęciem naszych rodziców i napisem Spoczywajcie w pokoju. Było to bardzo miłe z ich strony.
-Nic, wczuwam się w atmosferę -uśmiechnęłam się smutno.
Chłopak przygarnął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
-Będzie dobrze -szepnął mi na ucho.
-Wiem -wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
Odwróciłam się i zobaczyłam jak wszyscy na nas spoglądają. Niektórzy się uśmiechali, niektórzy szeptali między sobą. Dyskretnie schowałam się za brata. Wszyscy się zaśmiali.
-Sergio -mruknęłam zawstydzona.
On przygarnął mnie ramieniem i oparł głowę o moją.
-Czyżbyś się wstydziła?
Spojrzałam na niego i skrzyżowałam ramiona na piersi. Pewnie czubilibyśmy się nadal, gdyby nie przyjście sędziów, którzy uściskali ręce kapitanom i ruszyli do wyjścia z tunelów.
-Powodzenia chłopaki! -krzyknęłam i przybiłam każdemu piątkę lub żółwika.
Wszyscy wyszli na murawę, a ja stanęłam obok trenera. Jak zwykle na początku odbyło się losowanie połów, zdjęcia drużyn i inne duperele. Następnie drużyny ustawiły się na środku w kole, a wszystkich poproszono o ciszę. Wtedy Sergio szybko wybiegł z "szyku" i ruszył biegiem w moją stronę. Spojrzałam na niego zdziwiona. Ten tylko wyciągnął dłoń w moją stronę. Przyjęłam ją i ruszyłam za nim oklaskiwana przez kibiców. Chłopaki zrobili lukę koło Garetha, więc stałam pomiędzy nim i bratem. Wtedy na telebimach wyświetlono zdjęcie naszych rodziców, a na stadionie nastała cisza. Fani Królewskich wyciągnęli dwie wielkie plakaty, na których było:
-pierwszy miał na sobie nasze rodzinne zdjęcie i napis Na zawsze w naszej pamięci.;
-drugi ozdabiały nasze osobne zdjęcia i napis JESTEŚMY Z WAMI!;
Obydwa były ogromne. Inni kibice wyciągnęli szaliki Realu oraz zapalili latarki w telefonach. Kiedy patrzyłam na to przez tą minutę w oczach zebrały mi się łzy. Stałam tam i nie wierzyłam w to co widzę. Nie docierało do mnie, że ktoś mógłby zrobić dla nas coś takiego, coś tak wyjątkowego. Łzy zaczęły ciurkiem spływać po moich policzkach, a kiedy obejrzałam się na stojącego po prawej krewnego ten uśmiechał się, a łzy majaczyły w jego oczach. Zdjęcie rodziców zgasło, a na stadionie rozległy się gromkie brawa. Nie klaskali tylko kibice, lecz zawodnicy obu drużyn, którzy wręcz zaniemówili z wrażenia. Wysoki rudzielec objął mnie, a po nim Bale i reszta drużyny. Po chwili chłopaki przepuścili mnie do ławki trenerskiej, a ja ocierając łzy pomachałam kibicom. Byli niesamowici. Jedna, wielka rodzina. Ktoś z drużyny cierpi i oni razem z nim, ktoś się cieszy -oni razem z nim. Nim się obejrzałam rozległ się gwizdek, a gra ruszyła.

-Następny dzień, rano-

-Sergio -szturchałam brata w ramie. -Sergio no!
Chłopak mruknął coś niezrozumiałego i przekręcił się na brzuch. Usiadłam mu na plecach w okolicy bioder i zaczęłam szarpać za włosy.
-Wstawaj! -krzyknęłam.
Chłopak drgnął, przewrócił się na plecy i prawie zrzucił na podłogę.
-Sergio debilu!
-Co? -mruknął.
-Za pół godziny mamy być na lotnisku, a ty śpisz i śmierdzisz.
Na początku patrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem, ale kiedy doszły do niego moje słowa to zerwał się z łóżka i ruszył do łazienki zgarniając ciuchy. Ja ruszyłam do siebie i przebrałam w przygotowany strój. Zeszłam na dół i czekałam przy drzwiach. Po kilku minutach z góry zleciał Sergio i łapiąc kluczyki ruszyliśmy po auto.
-A zawieziesz mnie później do stadniny?
-Zobaczymy, zależy jak pójdzie na lotnisku, bo popołudniu mam się zjawić w ośrodku treningowym.
Szybko ruszyliśmy na lotnisko, gdzie mieliśmy odebrać trumny z ciałami rodziców.
-Pogrzeb jest w środę, wszystko jest przygotowane -powiedziałam cicho.
Chłopak odwrócił się do mnie i uścisnął moją dłoń.
-Damy radę -powiedział i mrugnął.
Uśmiechnęłam się smutno i odwróciłam w stronę drogi.
-Jak odbierzemy trumny na czasie to zabieram cię jeszcze na dobre śniadanie, a potem odwiozę do stajni.

-Pół godziny później-

Właśnie usiedliśmy w jednej z ekskluzywnych restauracji. Zamówiliśmy po tradycyjnym zestawie śniadaniowym, który ja popijałam sokiem, a Sergio czarną kawą. Siedzieliśmy na tarasie budynku, który cały był z drewna, miał duże okna i był bardzo elegancki.
-Siostra, a co ty na to, żebyś zdała prawo jazdy? Kupiłbym ci jakieś auto i byłabyś trochę samodzielna.
-Dobry pomysł, nie wpadałam na to -powiedziałam. -Ale auto kupię sobie sama, ok?
-Nie ma mowy. Ja kupię ci jakie będziesz chciała i kropka, tyle mogę zrobić.
Westchnęłam, ale skinęłam głową. Po chwili usłyszałam szuranie krzeseł i zobaczyłam jak w naszą stronę zmierza pewna para. Irina Shayk wraz ze swoim cudowny narzeczonym właśnie stanęła przy naszym stoliku.
-Cześć, możemy się przysiąść? -zaczęła swoim piskliwym głosikiem.
Za nią stał Cristiano i uśmiechał się do mnie. Wywróciłam oczami i spojrzałam błagalnym wzrokiem na Sergio, który niestety go nie odczytał i powiedział:
-Tak, siadajcie.
Prychnęłam i kopnęłam go w nogę pod stołem. Ten drgnął i obrócił się do mnie. Gdyby wzrok mógł zabijać już dawno leżałby w mogile. Na szczęście modelka tego nie zauważyła i usiadła przy stole z głupim uśmiechem na twarzy.
-To Bella, co tu robisz? Szukasz pracy? -jej wzork wypalał we mnie dziurę.
-A masz jakąś? -zmrużyłam oczy.
-Może tak, ale ty chyba nie nadajesz się na modelkę -jej złość rosła.
-No tak, strojenie idiotycznych min przez kilka godzin nago jest nie dla mnie -uśmiechnęłam się.
Brunetka prychnęła i zaczęła robić się czerwona.
-Wiesz, może idź weź to śniadanie na wynos -szepnął mój brat.
-Dziękuje -westchnęłam zbawiona i ruszyłam do lady.
Za nią stał wysoki i barczysty blondyn z niebieskimi oczami, który nam kelnerował. Uśmiechnęłam się kokieteryjnie i poprosiłam o spakowanie dania na wynos, a natępnie podałam mu zapłatę. Chwilę potem ciągle stałam tam i prowadziłam z nim miłą rozmowę. Miał chyba zapytać mnie o numer, kiedy zobaczył kogoś za mną i spłoszony ruszył na salę. Obróciłam się i zobaczyłam portugalskiego napastnika, który patrzył na mnie zły.
-O co chodzi? -spytałam.
-Możesz mi wyjaśnić co ty robiłaś?
-A możesz mi wyjaśnić co cię to obchodzi? -przekrzywiłam głowę.
-Sergio nie będzie zadowolony -uśmiechnął się złośliwie.
-Mam gdzieś czy mu powiesz -westchnęłam i chciałam go wyminąć, kiedy złapał mnie za łokieć.
-Hej, nie chcę być złośliwy...
-Ale jesteś w cholerę -przerwałam mu.
Westchnął.
-Po tym gościu widać od razu, że chciał dobrać ci się do spodni...
-A ty wiesz to ponieważ...? Tylko proszę miej lepszą wymówkę niż "po prostu to wiem'' albo "to moja męska intuicja'', ok?
Otworzył usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wydostał. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam do Sergio.
-Gotowa? -spytał wstając.
Przytaknęłam i odwróciłam się do Cristiano i jego dziewczyny.
-Miło było was spotkać -uśmiechnęłam się sztucznie i ruszyłam do drzwi.
-To teraz dom? -spytał Sergio doganiając mnie.
-Jeśli chodzi o ubrania to mam jakieś dla nas w stajni.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Rolf kiedyś przejeżdżał i wziął, żebym miała jakieś na miejscu -wywróciłam oczami.
-No to stajnia -powiedział i ruszył samochodem.

-Kilka chwil później, stadnina-

-Bella dobrze, że jesteś! -zawołała Daliya.
-Hej, co się stało? -uśmiechnęłam się.
-Przyjechały nowe konie, trener ma jakieś wątpliwości czy coś, a dodatkowo brakuje ludzi do rozładowania. Pomożecie? -spytała z nadzieją.
-Jasne, tylko się przebierzemy -uśmiechnęłam się i pociągnęłam brata do mojego pokoiku.
-Czy ja usłyszałem my? -spytał.
-Tak, pomożesz mi. Musisz nauczyć się obejścia wśród koni, skoro jesteśmy rodzeństwem.
Szybko rzuciałam bratu jakieś ciuchy, które mu zwędziłam i wskoczyłam w swoje ciuchy. Chwilę później wyszliśmy, mimo narzekań mojego braciszka, że nie zjedliśmy śniadania. Cóż, śniadanie nie zając, nie ucieknie.
-Co to za konie, trenerze? -spytałam.
-Kilka młodzików dla Domy i dodatkowo trzy, które chcą nam wcisnąć -westchnął i spoglądął na konie stojące w oddali, a przy nich facet z telefonem przy uchu.
-Nie chcesz ich? Może nie masz miejsca?
-Miejsce mam, teraz więcej klaczy stoi w hodowlanych i narazie tak zostanie. Same w sobie mogą być, tylko komu je dam? To są konie na najwyższe konkursy, ja mam full, większość tutejszych zawodników, albo ma kilka koni na najwyższe konkursy, albo do młodzi jeźdzcy. Z papierów wynika, że to są klasowe konie, takie to wysokiej jazdy, nie kupię ich, żeby stały.
-Mogę je zobaczyć?
Trener kiwnął głową i ruszył w kierunku koni.
-Kasztanka to Cylana, jasny gniadosz to Cos I Can, a skarogniada klacz to KS Stakki, Wiek to 11 lat, 11 lat i 9 lat. Wszystkie skokowe, do konkursów ponad 140 cm.
Podeszłam do każdego konia po kolei. Najbardziej spodobała mi się niewysoka klacz, którą Rolf przedstawił jako Cylana. Koń był bardzo przyjazny, ruchliwy, zadbany tak jak reszta. Chętnie wzięłabym je dla siebie, ale nie mam pieniędzy, a nie pozwolę, aby Szwed ponownie wydawał pieniądze na konie dla mnie. Sam kupił mi Quirina i wiem dobrze, że Bandoline też. W pewnej chwili poczułam jak za łokieć chwyta mnie Sergio i odciąga mnie na bok.
-Chcesz te konie?
-Zwariowałeś, nie kupisz ich dla mnie! -syknęłam.
-Przecież widzę, że ci się podobają. Jestem Ci coś winien.
-Sergio, nie...
-Bierzemy je! -podniósł rękę mój brat i machnął w stronę sprzedawcy.
Facet szybko się zerwał i zaczął mówić coś o cenie i tak dalej. Obrońca przestraszony spojrzał na mnie, ale uratował go właściciel moich dotychczasowych koni - trener. Panowie szybko to rozstrzygnęli i dobili targu. Ja natomiast podeszłam do Rudego i powiedziałam:
-Nie wierzę, że je kupiłeś...
-Mam pokazać Ci dowód zakupu? -zaśmiał się.
Sama się uśmiechnęłam i przytuliłam go mocno. Podziękowałam cicho jemu i trenerowi, a następnie ruszyłam do koni.
-Chodź, teraz cię wszystkiego nauczę, skoro kupiłeś konie to musisz wiedzieć co i jak. Ty bierz kasztankę, a ja biorę pozostałe dwa. Zaraz wrócimy po młodziaki -powiedziałam do blondynki.
Ta uśmiechnęła sie i wzięła kolejnego ujeżdżeniowego konia.
-Teraz najważniejsze sprawy. Staramy się zawsze prowadzić konia po jego lewej stronie przed nim, ale w miarę blisko.Ty dowodzisz. Nigdy nie siłujemy się z koniem, tylko delikatnie zachęcamy głosem lub pukamy w łopatkę. Trzymamy uwiąz w dwóch miejscach, przy pysku i przy końcu. Uważamy, żeby koń nie nadepnął na linkę. Wszystko jasne?
-Chyba tak... Ale, skoro ty prowadzisz dwa to...?
-Wtedy trzymasz uwiąz gdzieś w połowie, reszta tak samo.
-Widzę, że szkolisz braciszka -usłyszałam Paula.
-Tak wyszło -powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Boksy 31, 32 i 34.
Skinęłam głową i ruszyłam za moim bratem.
_________________________________________________________________________________

Witam, osoby, które jeszcze tu zaglądają :/
Wiem, że ostro zawiniłam, bo przez wakacje nie było ani jednego postu, ale nie miałam kompletnie weny. Postaram się to naprawić, o ile w ogóle tego chcecie... Bloga narazie nie zawieszam, choć powinnam na czas wakacji :P
Przepraszam i pozdrawiam :*
P.S. Dzięki za ponad 3500!!! Magiczne cyferki ;)

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział VI

Chłopak tylko wziął mnie w ramiona szaptając ciche "dziękuje".

***Oczami Isabel***

-Naprawdę dobrze ci poszło -powiedziałam, kiedy koło stajni zsiadaliśmy z koni. 
-Dawno tego nie robiłem. Miło było do tego wrócić -powiedział. -Będę cię tu często nawiedzał -uśmiechnął się.
-Przyjemność po mojej stronie -uśmiechnęłam się. 
Rozsiodłaliśmy konie, a ja podałam chłopakowi aparat. 
-Porobisz nam zdjęcia -mrugnęłam i ruszyłam po Cylanę.
Moja królewna :* Będziemy pracować :3

Postawiłam ją na myjce i ruszyłam po ekwipunek, a gdy ją osiodłałam ruszyłam na zewnętrzną ujeżdżalnię. 
-No to co, zaczynamy trening? -mój trener klasnął w dłonie.
Kiwnęłam głowę i ruszyłam rozprężać konia. Chwilę stępa, kłusa, rozprężenie.
-Bardzo dobrze. Tylko ręka spokojnie, cały czas nią machasz. I lewa łydka troszkę do tyłu -powiedział. -Teraz lepiej.
Poklepałam ją po szyi i zmieniając kierunek kontynuowałam. 
-Stęp, chwila przerwy. Teraz robimy tak: na krótkiej ścianie koło dwadzieścia metrów, połowa stępem i połowa kłusem, a długie ściany galopem z zatrzymaniem na środku i cofaniem.
Kiwnęłam głową i rozpoczęłam ćwiczenie. W tym czasie mój trener "zaprzągnął" Bale do pracy. Chłopak nosił drągi ustawiał mi przeszkody.
-I ona ma przez to skakać? -spytał po chwili wskazując na okser o wysokości stu czterdziestu pięciu centymetrów.
-I to na rozgrzewkę -zaśmiał się Szwed. -Super Bells! Świetnie rozluźniona. Poklep, przerwa! Idę po stoper i kamerę.
Wlijczyk podszedł do mnie i zaczął iść obok mnie. 
-I co myślisz? -spytałam.
-Wygląda to całkiem, całkiem. A jak przeskoczysz te przeszkody -wskazał na najwyższe -to stawiam ci drinka na najbliższej imprezie.
-Umowa stoi -uścisnęłam mu dłoń.
-Tylko nie przeskocz -szepnął do konia.
-Hej! To jest oszustwo!
Chłopak zaśmiał się i ruszył po aparat. W między czasie przyszedł trener i zaczęliśmy skakać. Kilka rozgrzewkowych skoków, szeregów i zaczęliśmy prawdziwą pracę. Stacjonaty, okser, tripple-bary od stu czterdziestu wzwyż.  
-Dobre tempo! Pięty w dół! -poprawiał trener. -Mocniej przytrzymaj! Za mocno idzie, jak tak dalej pójdzie to rozwalicie się o jakąś przeszkodę! 
Kiedy trener dał nam kilka minutek przerwy nadjechały trzy sportowe samochody. Z nich wysiedli: Ronaldo, Coentrao, Pepe, Ramos, James i Marcelo. Oparli się o ogrodzenie i zaczęli przyglądać. 
-Dajesz szereg i kończymy! -klasnął w ręce Rolf.

-Okej, puknięcie odpuszczam! Bardzo dobrze! -pochwalił blondyn. 
Poklepałam konia po szyi i dałam mu ochłonąć. 
-Chcesz dziś jeszcze kogoś?
-Lights?
-To wracam za chwilę -kiwnął głową.
-Hej! -podjechałam do chłopaków. -Co tutaj robicie, z tego co wiem to umawiałam się z Sergio -uśmiechnęłam się.
-Postanowiliśmy mu towarzyszyć, baliśmy, że się zgubi -zażartował Marcelo.
-Rozumiem, dziękuje, że się nim zajeliście -pokiwałam głową z powagą.

-Półtorej godziny później-

Odstawiłam konia do boksu i ruszyłam odłożyć sprzęt. Byłam dość zmęczona, ale bardzo zadowolona. Treningi była bardzo udane i progresywne. Jutro rano prawdopodobnie przyjadę tylko rano na kuce, muszę wspierać chłopaków na meczu. Siegałam, aby odłożyć ogłowie, gdy poczułam jak ześlizguje się z pudła, na którym stałam. Gdyby nie zbawcze dłonie pewnego mężczyzny upadłabym na podłogę i prawdopodobnie rozbiła głowę.
-Musisz bardziej uważać kwiatuszku -usłyszałam koło ucha.
Odwróciłam się i zobaczyłam Paula.
-Od kiedy jestem twoim "kwiatuszkiem"?
Nie odpowiedział. Pomógł mi stanąć na równe nogi i ruszył do wyjścia.
-Nie odpowiedziałeś! -zawołałam.
Odwrócił się i uśmiechnął. Nastęnie odszedł. Prychnęłam i ruszyłam do chłopaków. Pierwszy nawinął się Ronaldo.
-Jutro gracie z Levante, prawda? -spytałam.
-Zgadza się -kiwnął głową.
-Skopiecie im dupy? -strzeliłam wprost.
Zaśmiał się.
-Mam nadzieję. Postaram bardzo się przyczynić. Szczególnie, jeśli pewna piękna brunetka założy koszulkę z moim nazwiskiem.
-Przykro mi, ale z tego co wiem to plecy tej dziewczyny są już zajęte -zrobiłam smutną minkę. -Powiedź reszcie, że za kilka minut będę gotowa -powiedziałam i ruszyłam się przebrać.

-Godzina 19.30-

-Oszukiwałeś! -krzyknęłam siedząc w salonie Ronaldo, grając z chłopakami w karty. -Niemożliwe, żebyś wygrał kolejny raz!
-Życie jest brutalne mała! -krzyknął Marcelo.
Zgarnął wszystko ze stołu ciesząc się jak małe dziecko. Prychnęłam pod nosem.
-Co wy na to, aby zagrać w siatkówkę? -spytał James.
Wszyscy zgodznie pokiwaliśmy głowami. Trzeba było rozprostować kości, więc ruszyliśmy do ogrodu. Pan domu rozłożył siatkę, a my w tym czasie rozgrzaliśmy ręce.
-Nie zimno ci? -spytał mój brat patrząc na mój strój.
Miałam na sobie krótkie spodenki i jego starą koszulkę.
-Nie -zaprzeczyłam.
 -To teraz drużyny - po trzy osoby. Wybierają Ramosowie -wskazał na nas Cris czyniąc honory.
Mój brat wskazał, abym wybierała pierwsza.
-Pepe -powiedziałam.
-Ronaldo.
-Bale.
-James.
-Marcelo.
-Coentrao -zakończył Sergio.
Zdecydowaliśmy, że jako pierwsi zaczniemy my, ze względu na mnie. Ruszyłam, więc na zagrywkę.
-Gotowi? -spytałam, a gdy wszyscy potwierdzili zaserwowałam.
Odbiorcą okazał się Ramos, który po małych trudnościach odebrał piłkę i odegrał Marcelo, aby ten wystawił. Na szczęście chłopaki ustawili mur i zablokowaliśmy zagranie. Tak zdobyliśmy pierwszy punkt.

-Ok. 100 minut później-

-Dajesz Bells!
Był remis w setach i gemach. Dokładnie 2:2, 23:23. Wystarczył dwa dobre zagrania. Skupiłam się jak najlepiej potrafiłam i uderzyłam. Udało mi się nadać jej rotację i skrócić, co mocno zaskoczyło drużynę brata. As! Pepe gwizdnął z podziwem. Ponownie zagrałam. Tym razem nie była ona taka świetna, ale wystarczyła, aby chłopaki oddali nam piłkę i Pepe zakończył to kiwką.
-Yeah!!! -krzyknęliśmy.
Ledwo, ledwo, ale się udało. Przybiliśmy piątki.
-Moglibyśmy robić to częściej. Jesteśmy całkiem zgrani -powiedział Marcelo.
Sergio podszedł do mnie i powiedział:
-My się zbieramy, muszę położyć moją małą siostrzyczkę spać -poczochrał mnie po włosach.
-A ja tobie poczytać bajeczkę o Bobie Budowniczym -powiedziałam.
Chłopcy stali i przyglądali się nam z uśmiechem.
-Co?
-Nic, po prostu... Nie wiem jak to możliwe, że cię tu nie było -powiedział Pepe. -Od razu widać, że rodzina.
Uśmiechnęłam się i spoglądnęłam na Ronaldo. Przyglądał mi się z uśmiechem. Szybko pożegnaliśmy się z chłopakami i ruszyliśmy się do domu. Kiedy miałam gasić światło odwiedził mnie Rudy.
-Co tam brat?
-Chciałem zapytać, czy jest coś między tobą, a Ronem?
-Czemu miałoby? -spytałam zdziwiona.
-Cały czas się na ciebie gapi, wodzi wzrokiem. Zresztą nie tylko on -popatrzył na mnie jednoznacznie. -Wiesz, że jest między wami spora różnica wieku, poza tym on ma dziewczynę....
-Wiem Sergio. Gdyby coś między nami było dowiedziałbyś się pierwszy. To mogę ci obiecać -powiedziałam.
Kiwnął głową, pocałował w czoło i wyszedł mówiąc ciche dobranoc.

-Następny dzień, godz. 15.00-

-Bella wychodzimy!
-Już schodzę! -krzyknęłam, poprawiając koszulke z nazwiskiem brata.
Szybko ruszyłam w dół schodów. Zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy na stadion terningowy, gdzie chłopaki wsiadali do autobusu. Ja wyjątkowo tym razem jechałam z nimi. Dojechaliśmy na miejsce jako jedni z pierwszych. Na miejscu był tylko sztab, Casillas, Lopez i kilku rezerwowych. Ruszyliśmy w ich stronę. Po przywitaniu szybko wdałam się z kapitanem zespołu w dyskusję co do wyniku meczu. Bramkarz obstawiał 5:1, ja natomiast 2:0. Po chwili przyłączył się do nas Bale, który obstawiał 4:0 oraz Carvajal 6:3. Wyniki były na maxa różne, ale w piłce nożnej wszystko może się zdarzyć. Jako ostatni przyjechał Ronaldo wraz ze swoją dziewczyną Iriną. Kobieta była ubrana w sukienkę mini i jakieś dwunastocentymertowe szpilki. Oczywiście z toną tapety na twarzy.

-Cześć wszystkim! -krzyknął Portugalczyk.
Każdy po kolei odpowiedział hej, cześć. Natomiast modelka wypięła biust i patrząc na mnie wyniośle powiedziała:
-Hejka chłopaki!
Odpowiedziały jej tylko niemrawe pomruki. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale nie odezwałam się. Podeszłam do Bale i szepnęłam:
-Chyba nie jest zbytnio lubiana, co?
-Dlaczego tak sądzisz? -prychnął. -Skąd ten wniosek? -nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Zaśmiałam się. No tak. Nie pomyliłam się - dziewczyna była dość wyniosła i wyglądałam na typową snobkę. Ruszyliśmy do autobusu, a ja usadziłam swoją dupencję obok Walijczyka.
-Jak tam w stajni? -spytał.
-Dobrze, dziś tylko kucyki. Pierwsza, Callie, to skokowa, choć wszechstronna. Dobrze zbudowana i baardzo skoczna. Szybka, dobre dępo, ale troszkę rwąca. Myślę, że mimo to ta nastolatka sobie dobrze poradzi. Daliya zrobiła zdjęcie:

-Druga, Filadelfia, ujeżdżeniowa, nie jakoś super wygodna, ale świetnie ułożona. Przyjemnie się jeździło, choć nie wiem czy dla takiej młodziutkiej do dobra klacz. No, ale zobaczymy:

-Nawet, nawet -swierdził z miną rzeczoznawcy. -Ale kucyki to już nie do końca to, co nie?
-No już trochę gorzej się jeździ. Kuce dość małe na mnie, ale niektóre mogłabym jeździć wciąż.
 Później zaczęliśmy rozmawiać o jego sezonie i najlepszych meczach Realu. Ten sezon jest naprawdę świetny, chłopaki mają okazję zdobyć mistrzostwo i wygrać Ligę Mistrzów. Ten mecz był kolejnym oczkiem, aby tego dokonać.
-To jaki jest plan? -spytałam.
-Skopać im du.... -przerwał Marcelo pod bacznym okiem trenera -nogi!!!
Wszyscy zaczęli się śmiać. Kiepsko to zatuszował. Śpiewając piosenki, tańcząc oraz skakając po całym autokarze dotarliśmy w pobliże stadionu Galaktycznych. Były tam tłumy kibiców, cali poprzebierani, umalowani. Skakali i śpiewając wiwatowali na cześć drużyny. 
-Wow -szepnęłam przyciskając nos do szyby. 
-No.. -potwierdził Gareth uśmiechając się pod nosem.
Przed stadionem, aż roiło się od białych stroi, flag, herbów i innych takich. Niesamowite...
-Tak jest zawsze? -spytałam.
-Zawsze... -szepnął Ramos, który pochylił się nade mną, aby lepiej widzieć.
-Niemożliwe...
-Z takimi kibicami wszystko jest możliwe -powiedział Ronaldo.
Przez całą drogę nie patrzyłam w jego stronę. Może dlatego, że do jego ramienia była przyklejona ta lafirynda. Przyssała się jak pijawka. Wydaje mi się, że nie był szczęśliwy z tego powodu, ale skąd mam wiedzieć. Kiedy się odwróciłam patrzył na mnie tymi czekoladowymi oczami w ogóle nie zwracając uwagi na Rosjankę.
-No dobra drużyna! Wysiadamy! -usłyszeliśmy włoskiego trenera.
No to teraz się zacznie...

__________________________________________________________________
Oto jestem! Trochę brakowało mi weny, ale mam nadzieję,że da się czytać :P Postaram się również w najbliższych dniach napisać nowy, jeżeli będą przynajmniej 4 komentarze :)
Co do Realu to sezon zakończony i szały nie ma :/ Klubowe MŚ, złoty but Ronaldo i 2 miejsce w Lidze... Ale z drugiej strony chłopaki walczyli jak lwy, a gorszy czas zdarza się każdemu :)
Co do zarządu najchętniej skopałabym im dupy! Nie rozumiem jak mogli zwolnić Carlo! To był najzajebistszy trener ever! :( Będzie mi go na maxa brakować, choć sam mówił, że musi odpocząć... Ale na pewno dało się to jakoś rozwiązać :/
A Wy, co o tym sądzicie? Buziaki :*




poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział V

*** Oczami Isabel ***

Czas zmierzyć się z przeszłością...

-Bale -westchnęłam. 
-Mój boże, minęło tyle czasu -szepnął i przytulił mnie.
Stałam jak wmurowana. Jak on śmiał?! Żadnego "przepraszam", żadnych wyjaśnień. Szybko odsunęłam się od niego. 
-Taa... Trochę -wyminęłam go.
-Bels, proszę, porozmawiaj ze mną -powiedział łapiąc mnie za ramię. 
-Nie mamy o czym -chciałam się wyrwać.
-Mamy i dobrze o tym wiesz -patrzył mi w oczy.
-Nie teraz i nie tutaj -szepnęłam, a on w końcu mnie puścił.
Razem wyszliśmy na murawę. Zobaczyłam tam sztab, trenera i kilku zawodników. Uf... Nie jestem ostatnia. 
-Czyli to jest ta sławna siostra naszego Ramosa -usłyszałam włoski akcent.
-Sławna? -spytałam.
-Jeszcze żadna laska nie uciekała od niego tak zażarcie! -krzyknął Marcelo, za co dostał w głowę od samego zainteresowanego.
-Miło mi pana poznać -powiedziałam po włosku do Carlo.
-Przyjemność po mojej stronie -odpowiedział w swoim ojczystym języku -Nawet nie wiesz jak się zamartwiał -uśmiechnęłam się do brata. -Znasz włoski?
-Na tyle, że jestem w stanie spokojnie rozmawiać -potwierdziłam.
Kiedy popatrzyłam na chłopaków. Mieli oczy jak złotówki. 
-A ty się martwiłeś czy zna dobrze hiszpański -usłyszałam Ronaldo.
-Serio? Myślałeś, że znam ledwo dwa języki?
-Sam znam jeden -przyznał chłopak.
Zaśmiałam się.
-Tak na przyszłość, znam: angielski, hiszpański, portugalski, kontaktowo włoski, francuski i niemiecki -powiedziałam. 
-Skąd tyle? -usłyszałam jęk Fabio.
-Rodzice byli Hiszpanami, a mieszkałam w Wielkiej Brytanii. Resztę ze szkoły. Poza tym moja znajoma była Francuską, a znajomy Portugalczykiem. 
-Dobra, koniec przechwalania się -usłyszałam Jamesa. -Może nas przedstawisz? -kiwnął na resztę drużyny.
Po tym jakże długim procesie, wreszcie mogliśmy zacząć. 
-To jest jawne lokowanie produktu! -Marcelo wskazał na mój strój.
-A ty to nie? -odkrzyknęłam. 
Związałam włosy w koka i ruszyłam do trenera.
-To jak to robimy?
-Na razie rozgrzewamy się, potem zdecydujesz, czy ćwiczysz z nami, czy się przyglądasz...
Kiwnęłam głową i ruszyłam do Sergio. Rozgrzewka nie powiem była ciężka, mimo, że dostałam fory. Oddychałam już ciężej niż normalnie, a oni potrafili się śmiać, zaczepiać i oddychali jakby stali przez ostatnie kilkadziesiąt minut. 
-A ja myślałam, że mam kondycję -sapnęłam, a mój brat wybuchnął śmiechem. 
-Jeśli byś miała to także i to -podniósł koszulkę i wskazał na swój brzuch.

-Może i masz kaloryfer, ale co z tego...?
-Nie sapię jakbym przebiegł sto kilometrów -szturchnął mnie.
-Sergio, a ty co? Robisz striptiz? -usłyszałam Zidana*.
Cała ekipa, razem ze mną się zaśmiała.
-Tak, specjalnie dla ciebie! -odkrzyknął.
-Schowaj tą deskę! -usłyszałam Ronaldo i spojrzałam w jego stronę.
Mrugnął do mnie.
-Bo ty niby masz lepszą? -spytał z sarkazmem.
-Możemy to sprawdzić. Dajmy jedynej tu damie ocenić -powiedział Portugalczyk. -Chyba, że ktoś jest gejem, a my nie wiemy?
Nikt się nie wyłonił.
-Nie możemy zrobić tego potem... -jęknęłam.
-Lepiej teraz, bo będą jak małe dzieci -powiedział Zidane.
-Okej, ściągać koszulki -powiedziała. -Nie wierzę, że mówię to do własnego brata -szepnęłam,
a wszyscy się zaśmiali.
Braciszka już widziałam, więc tylko pobieżnie rzuciłam okiem. Teraz została mi klata Cristiano. Nie powiem, miał się czym pochwalić. 

-Sergio -jęknęłam. -Nie chcę, cię smucić, ani pompować jego ego,ale... Jego klata jest lepsza -uśmiechnęłam się smutno.
-Nie znasz się -mruknął i odszedł.
Drużyna zaczęła się śmiać. 
-Sergio! -krzyknęłam.
On tylko wściekły machnął ręką.
-Mówiłem -mruknął Cristiano.
-Nie pokazuj mi się na oczy -syknęłam i ruszyłam za bratem.
Pobiegłam za nim na drugi koniec boiska. Robił triki z piłką.
-Nie obrażaj się -jęknęłam.
Podał mi piłkę i patrzył uważnie. Zaczęłam ją podbijać. Znałam kilka trików, ale nie chciałam się przechwalać. No, może troszeczkę. Czułam na sobie spojrzenie każdego. Rozpoczęłam od czegoś w miarę prostego.

Usłyszałam kilka gwizdów. Chyba im się spodobało. Podałam do brata. Przedstawił jakiś trudniejszy trik. No to teraz moja kolej.

Teraz rozpoczęło się klaskanie i to gromkie. 
-Dajesz Sergio! -usłyszałam krzyki. -Vamos** Bella!


Podparłam ręce na biodrach. Nie byłam w stanie tego pobić. Myślałam,że to głównie Ronaldo umie triki. A tu takie zaskoczenie! Po chwili (kiedy skończył czekały go gratulacje i oklaski) przytuliłam się z Sergio, on poczochrał mnie po włosach i kontynuowaliśmy trening.

-Po południu-

Wyszłam z szatni i czekałam na Ramosa. Mieliśmy iść na obiad, a potem do stajni.Jednak szybszy był Bale, który chwycił mnie za łokieć i powiedział:
-Porywam cię.
-Nigdzie z tobą nie jadę -zaprzeczyłam.
-Sergio się zgodził, dojedzie do nas. Jedziesz do siebie, bierzesz rzeczy i jedziemy do stajni. Zawsze jesteś spokojniejsza przy koniach. Ja też. A po drodze wstąpimy na obiad.
-Gareth, to chyba nie najlepszy...
-Proszę, daj mi ten jeden dzień, tylko ten -popatrzył mi w oczy z niemą prośbą.
-Chodźmy -szepnęłam.
Ruszyliśmy do jego audi. Kiedy ruszyliśmy poprosiłam:
-Tylko proszę, dopóki nie będziemy tam zapomnijmy o tym, że cię nie było, że w ogóle coś się wydarzyło, ok? 
Może byłam dziwna, ale na razie nie miałam siły, aby o tym myśleć. Chłopak kiwnął głową i ruszyliśmy.  W domu przebrałam się szybko w konne rzeczy i wyskoczyłam jak strzała z domu. 
-To jak? Gdzie jedziemy na obiad?
-Chińszczyzna na wynos?
Decyzja była jednogłośna. Podjechaliśmy do według Walijczyka najlepszej restauracji w mieście. Wzięliśmy jedzenie, decydując, że zjemy na miejscu, w czasie, gdy będę oprowadzać go po stajni. W czasie drogi rozmawialiśmy o wszystkim. O tym, że świetnie czuje sie w nowej drużynie, że chłopcy są świetnie, że powoli się wdraża, Jak mu się wiodło w Tottenhamie. Później o moich wynikach w jeździe konnej,o koniach, szczególnie tych nowych - po prostu o wszystkim. 
-A jak tam twój skarb?
-Świetnie. Z dnia na dzień Cylana skacze coraz wyżej, mój mały prywatny odrzutowiec.
-Chętnie na was popatrzę w najbliższym czasie -powiedział parkując. 
Wzięliśmy chińszczyznę i ruszyliśmy do stajni. 
-To jest stajnia skokowa. Tutaj stoi Cylana, a reszta jest porozstawiana po całej stajni. -wskazałm na całą stajnię.
-Reszta? -pogłaskał Lighta po szyi -Tak, dostałam parę koni do jazdy, mam teraz trochę więcej pracy niż zwykle.
Koń próbował mu ukraść w tym czasie trochę posiłku. On tylko się zaśmiał. Kiedy na nich patrzyłam wpadłam na pewien pomysł.
-Co powiesz na terenik? -spytałam.
-Nie, nie, nie. Nie namówisz mnie. Nie jeździłem lata. Nawet nie wiem czy pamiętam jak... -zaczął się tłumaczyć.
-Ja dziś grałam w nogę, ty pojeździsz na koniu -wzięłam uwiąz, do którego przypięłam Kesa i ruszyłam dalej. -No chodź! Czas nas goni! Ty weźmiesz sobie Harrego.
Chłopak po chwili ociągania ruszył za mną. Tak samo jak wcześniej przedstawiałam mu każdego konia po kolei. 
-A tu jest Cylana  -wskazałam koni ręką.
Bale wziął pierwszego konia na uwiąz i ruszył przywitać się z drugim. Jednak ten drugi nie zamierzał się z nim tak po prostu przywitać.
-Chyba się na nas obraziła -zaśmiał się Walijczyk. -Pewnie stwierdziła, że specjalnie go ominęliśmy. 
-Przecież nie zrobiłam tego złośliwie! -weszłam do boksu, wcześniej przekazując Kesa piłkarzowi. -Cylanka no! -podeszłam do niej. Ona tylko odwrócił się do mnie tyłem. -Obiecuję, że jak wrócimy to pojeździmy same, ok?
Chwilę stała, jakby sie zastanawiał. Minę miała poważną, jeśli można tak powiedzieć. Chwilę później podeszła do mnie i liznęła mnie w policzek.
-Mnie nie musisz całować! -ostrzegł Bale i podszedł go poklepać.
Pogłaskałam go i ruszyłam do myjek. 
-No to panie piłkarzu, sprawdzamy twoją pamięć. Idziemy po rzeczy.
Ruszyliśmy do siodlarni. Podałam Garethowi rzeczy kasztanka, a sama wzięłam rzeczy gniadego. W miarę szybko (30 minut) osiodłaliśmy konie i wyszliśmy na zewnątrz.
-Masz tu toczek -powiedziałam. -Wsiadaj i jedziemy.
Dosiedliśmy koni i ruszyliśmy po podwórzu. Akurat po drodze spotkaliśmy mojego trenera. Ten pomachał nam i krzyknął:
-Hej! A wy gdzie?
-Poznać okolice! -uśmiechnęłam się. -Będziemy uważać! -krzyknęłam, zanim zdąrzył się odezwać.
-Wiem -pokiwał głową. -Miłej jazdy! Widzimy się później na treningu!
Kiwnęłam mu głową i przejechałam na miejsce obok Atlasa.
-Gotowy?
Piłkarz kiwnął głową, więc ruszyliśmy szybciej. 

-Po 30 min-

Wjechaliśmy pustkowię. Można by to nazwać polaną, gdybyśmy byli między drzewami. Lecz znajdowaliśmy na pustokwiu, które gdzieniegdzie było otoczone krzewami i drzewami. Trawa była żółta, czasem zielona, a drzewa i krzewy zielone. Przez polanę płynął strumyk. 
-Postój? -spytałam wskazując na wodę.
Zsiedliśmy z koni, popuściliśmy popręgi i daliśmy się im napić. Chwilę staliśmy w milczeniu. Stwierdziłam, że nie ma sensu tego przedłużać. Musieliśmy poruszyć ten temat, mimo że bez tego było świetnie.
-No to... -zaczęliśmy wspólnie.
Zaśmiałam się.

Pokazałam ręką, aby mówił.
-Wiem, że wygląda to beznadziejnie. Nie ważne jakbym to tłumaczył. Gdyby ktoś opowiedział mi historię, że najlepszy przyjaciel opuszcza dziewczynę, która jest dla niego jak siostra, ponieważ jej brat stwierdził, że tak powinno być nazwałbym go idiotą. I nim jestem. Jestem największym dupkiem i możliwe nie zasługuje na twoje wybaczenie. Na twoją przyjaźń. Nie chcę zrzucać winy na Sergio, bo chciał dobrze. To ja zawaliłem. Powinienem był zostać, zapierać się rękami i nogami. Wiem jak cierpiałaś. Wiem, że nie wychodziłaś przez dwa tygodnie z pokoju, że płakałaś po nocach. Wiem, że nie widziałaś Ramos przez kilka lat, tylko ze względu na tą sytuację. Ale jego argumenty zaczęły do mnie trafiać. Od zawsze chciałem być piłkarzem. Ciągle bym wyjeżdżał, to zgrupowania, to mecze, transfery, kampanie i inne pierdoły. Chciałem odejść zanim zacznę być dla ciebie równie ważny jak ty dla mnie. Wiem, że się spóźniłem i uszanuję, jeśli mi nie wybaczysz. Ale wiedź, że nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. Zawsze chciałem dla ciebie wszystkiego co najlepsze. Byłaś siostrą, której zawsze pragnąłem -nie przerywałam mu. Chciałam, żeby żałował. Ale ta przemowa mnie złamała. Zaczynałam ronić łzy. -Może i jestem naiwny, ale będę cię prosił dopóki nie wyrzucisz mnie na zbity pysk. Isabel proszę, proszę... Wybacz mi -uklęknął na kolana.
Stałam w ciszy. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak odnieść się do jego przemowy. Postanowiłam dać się ponieść i mówić z serca. Uklęknęłam przed nim.
-Może i jestem naiwna... -powtórzyłam jego słowa. - wierząc, że mnie już nie zranisz, że już mnie nie opuścisz. Ale wybaczam ci. Wybaczam ci wszystko i sama przepraszam. -chciał mi przerwać, ale uciszyłam go. -Za to, że nie zareagowałam.  Wiem, że mój brat nie zadzwonił po prostu pewnego dnia i kazał ci spieprzać. Wiem, że robił to już wcześniej, a ja powinnam zareagować. Zrozumiałam również, że dla ciebie nie było to proste. Zrobiłeś to dla mnie -żebym nie cierpiała. I mimo, że się spóźniłeś to dziękuje ci. Ale proszę... Nie rób tego już nigdy więcej -szepnęłam.
Chłopak tylko wziął mnie w ramiona szeptając ciche dziękuje.



*Nie wiem jak to się odmienia :P
**Vamos! - naprzód!, dalej!
_________________________________________________________________________________
Długo mnie nie było, ale w zadośćuczynieniu mam długi rozdzialik i obiecuję, że następny pojawi się szybciej :*
Co u Was? Kto ma wolne, a kto dzielnie chodzi do szkoły?
P.S. Powodzenia dla maturzystów ;)








czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział IV

(...) - Sergio! Znalazłem twoją zgubę - odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Cristiano. 

*** Oczami Belli ***

-Obiecuję, że kiedyś się za to odegram! -syknęłam w stronę Portugalczyka.
Ten uśmiechnął się arogancko i powiedział:
-Będę czekać -mrugnął. 
Zatrzymałam konia, zsiadłam i ruszyłam w stronę mojego brata, który chyba był zły. Choć słowo "chyba" nie jest tu najlepsze. Miał całą czerwoną twarz, a jego oczy ciskały gromami. Tak, już jestem pewna, że był zły.
-Isabel Ramos Garcia!!! -krzyknął -Co to jest?! -zaczął wymachiwać rękami.
-Stadnina koni? -spróbowałam się uśmiechnąć.
-Nie rób ze mnie debila- syknął.
-Sam zadałeś takie głupie pytanie -powiedziałam, wymijając go.
Przechodząc obok czarnowłosego pokazałam znany wszystkim gest "ucinania głowy". Ten teatralnie złapał się za szyję i ruszył uspokoić Sergio. Ja natomiast rozsiodłałam konia, dałam mu jabłko i ruszyłam po swoje rzeczy. Przebrana ruszyłam w stronę stajni.
-Isabel! -usłyszałam -Już jedziesz? -spytał mój trener.
-Tak, niestety -uśmiechnęłam się smutno -Są tu pewne osoby, które nie są zbytnio zadowolone...
-Bella! -usłyszałam i zobaczyłam swojego braciszka, który zmierzał w naszą stronę trochę spokojniejszy.
-Już idę! Przepraszam, ale naprawdę muszę lecieć. Kes i Jako są świetne! -pomachałam trenerowi i ruszyłam do bruneta.
-Czy to jest twój trener? Muszę z nim pogadać -chciał mnie ominąć.
-Nie ma mowy, jeszcze narobisz wstydu. Chodź do domu, musimy pogadać -popatrzyłam w jego oczy.
Pocierał dłonią swój kark i skinął głową.
-A tak w ogóle, nie uważasz, że się delikatnie wyletniłaś -wywróciłam oczami.
-A tak w ogóle... -powtórzyłam jego kwestię -...skąd wiedziałeś, gdzie jestem? -zaśmiał się -Hmmm?
-Ummm... -zająknął się.
-Tylko mi nie mów, że od niego... -westchnęłam.
Popatrzył na mnie przepraszającym wzrokiem. 
-Nie miałem wyboru... -wyjąkał.
Pokręciłam głową i wsiadłam do Audi R8 Cristiano. Jechaliśmy dłuższą chwilę i jak na razie nikt nie miał nic do powiedzenia. Pod domem skinęłam Ronaldo głową i ruszyłam do środka. Wiedziałam, że jak tylko wejdzie Sergio zacznie się prawdziwe piekło. Postanowiłam zrobić nam kakao. Wierzyłam, że dalej go uspokaja. Osiem lat temu to działało... Gdy tylko wszedł do domu, zakrzyknęłam:
-Taras! Już!
Przez chwilę się wahał, ale po chwili wykonał moje polecenie. Usiadł na krześle, a ja postawiłam przed nim napój. Sama usiadłam obok. 
-Chcesz mnie udobruchać, czy jeszcze masz jakieś wieści? - burknął.
Nic nie powiedziałam, tylko wtuliłam się w jego ramię. 
-Nie bądź zły. Kiedy miałam ci powiedzieć? I jak? Nie widzieliśmy się dziesięć lat, a poza tym byłam na ciebie wściekła. Miałam podejść i... Poza tym, nie pamiętasz jak na ostatnich wakacjach, na których byliśmy razem jeździłam konno. Jakoś ci to nie przeszkadzało.
-Dobra, okej, okej. Tylko wtedy byłaś taka malutka, sądziłem, że ci przejdzie. I nie sądziłem, że rozwinie się to do tego stopnia. Te przeszkody były dość spore. -przerwał mój monolog -Mogłaś chociaż zostawić swój numer, czy cokolwiek...
-Skaczę wyższe, te były małe. Zrozum - to tak jak zabronić ci grać w nogę - popatrzyłam na niego, a on kiwnął głową. -Chciałam też pobyć sama -mruknęłam -To było jedyne miejsce, gdzie byłam tylko ja i mój "stary" świat... Trochę trudno mi się odnaleźć w tym "nowym"...
-Wiem, siostra, wiem... -przytulił mnie.
Siedzieliśmy tam chwilę sącząc kakao, aż zrobiło się chłodno. 
-Chodź do domu -szepnął do mnie, przepijając się przez barierę snu. Wstałam przeciągając się i ruszyłam do kuchni. Posprzątałam po naszym małej chwili słabości (musimy dbać o linię :P)  
i ruszyłam do brata. On siedział na kanapie i rozmawiał z trenerem. Kiedy mnie zobaczył przerwał
i zapytał:
-Chcesz iść ze mną na trening jutro?
-Będzie Bale? -uśmiechnęłam się szyderczo.
Kiwnął głową, więc potwierdziłam swoją obecność na treningu. Przy okazji trener galaktycznych został uprzedzony. Pokazałam bratu, że idę się kąpać i ruszyłam do łazienki. Wyszłam akurat kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Ruszyłam tam ubrana w moją ukochaną, letnią piżamkę
-Cześć -usłyszałam rodowity hiszpański. 
Głos należał do Ikera. Obok zobaczyłam Pepe, Marcelo i oczywiście pana Aveiro. 
-Cześć -powiedziała troszkę skrępowana. 
Co się ze mną dzieje?! Normalnie miałabym to gdzieś (może chodzi o to, że stoi przede mną 4 piłkarzy, dość przystojnych i seksownych). I starszych o ok. 10 lat - podpowiedziała moja podświadomość. W Anglii, nie przeszkadzało mi, że obcy facet widzi mnie w koronkowej bieliźnie (zdarzyło się to tylko dwa razy), a teraz czuję, że mogę spalić się ze wstydu. Może to przez ten palący wzrok czekoladowych tęczówkę, które są wbite we mnie, jakbym sama była jakimś słodyczem do schrupania. Mówię oczywiście o oczach numeru siedem.
-Wejdźcie -uśmiecham się. -Sergio jest w salonie -przepuściłam ich w drzwiach, starając się grać pewną siebie. 
Jeden z nich jednak wciąż stał w drzwiach i patrzył na moje odkryte nogi.
-Wchodzisz? -spytałam.
On szybko zerknął w moje oczy i ruszył do salonu prychając. No tak! Wrócił królewicz! Wszyscy usiedli na kanapie i rozmawiali o nadchodzącym meczu. 
-Podać wam coś? -spytałam opierając się o ścianę.
-Nie, dzięki siostra - uśmiechnął się Ramos.
-W takim razie dobranoc - kiwnęłam chłopakom i ruszyłam do pokoju. Zakopałam się pod pościel i próbowałam zasnąć. Jak na złość w środku nocy rozpętała się burza. A ja boję się burzy, jak diabeł święconej wody. Drżałam z każdym grzmotem. Słyszałam jak Sergio idzie do sypialni. Brzmiał jakby miał cztery nogi, ale ok. Miałam iść do niego kiedy usłyszałam, że ktoś idzie z powrotem. Tylko po co brunet by się wracał? Drzwi zostały uchylone, a ktoś wszedł do środka. Udawałam, że śpię. I może mój plan by wypalił, gdyby nie grzmot i mój pisk. Pieprzona burza!
-Wiem, że nie śpisz - usłyszałam portugalski akcent. -Czyżbyś bała się burzy? -łóżko za mną się ugięło.
-Czy nie powinieneś być już w domu? -spytałam. -Z tego co wiem masz dziewczynę, czy tam narzeczoną. Nie czeka na ciebie?
-Może... Czyżbyś była zazdrosna?
-Nie, chcę cie dyskretnie wyprosić z mojego domu.
-Z tego co wiem to dom Sergio, a on twierdzi, że mogę zostać -wiedziałam, że się uśmiecha.
-To przynajmniej... -przerwał mi mój pisk, kiedy głośno gruchnęło.
Skuliłam się w kulkę. Cała drżałam. Usłyszałam cichy szelest, a potem głos Ronaldo:
-Przesuń się.
Odwróciłam się do niego. Stał w koszulce i bokserkach.
-Ale...po co? -pytałam.
-Może i czasami jestem dupkiem, ale widzę, że się boisz. Posuniesz się, czy mam ci pomóc?
Przesunęłam się, a on położył się obok mnie. Owinął mnie swoim umięśnionym ramieniem i przyciągnął mnie, tak że leżeliśmy "na łyżeczkę"(patrz zdjęcie obok). Zadrżałam na ten gest. Czułam jego przyrodzenie na moim tyłku.
-Uspokój się i śpij. Jakby co piorun uderzy najpierw we mnie, a później w ciebie, więc zdąrzysz uciec.
Zaśmiałam się.
-Cris?
Mruknął.
-Dlaczego to robisz? Przecież mnie nie znasz.
Pochylił się nade mną. Rozróżniałam tylko jego oczy. Świeciły jak dwa kryształki.
-Bo jesteś siostrą mojego kumpla, a ja nie jestem aż takim chujem, aby ci jakoś nie pomóc.
Wrócił na swoje miejsce i wydaję mi się, że po chwili zasnął.
-Ron?
-Co znowu? -burknął.
-Dzięki -szepnęłam i ułożyłam się do snu.
-Nie ma za co -pocałował mój policzek i przygarnął bliżej siebie.

-Następnego dnia-

Kiedy się obudziłam Portugalczyka już nie było. Za to na jego miejscu leżała karteczka, na której było schludnie napisane:

Masz bardzo wygodne łóżko. Będę wpadał częściej.
Poza tym strasznie chrapiesz i się wiercisz.
Do zobaczenia na treningu ;)

-Bella?! Wstałaś? - spytał wchodząc do pokoju.
-Tak, już wstaję. Czemu Cris pomagał ci wczoraj przejść do pokoju? Znowu się upiłeś?
-Nie, po prostu nie kontaktowałem, to był długi dzień -przeczesał ręką włosy. -Bał się, że nie dotrę do schodów. Skąd wiesz, że tu był?
-Była burza. Boję się ich, pamiętasz?
-Trzeba było przyjść -usiadł obok.
-Jakoś dałam radę -uśmiechnęłam się. -A teraz sio! Idę się ubrać. Za ile wyjeżdżamy?
-20 minut! Nie musisz od razu ubierać się na trening.
-Jak to trening? -wyskoczyłam do góry jak petarda. -Nie grałam w nogę przez wieki.
-No to masz okazję pograć z nami -uśmiechnął. 
Wychodził kiedy spytał:
-Jeśli chcesz to możemy po południu pojechać do tej twojej stajni. Popatrzę na ciebie.
Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno.
-Dzięki brat -szepnęłam.
Odwzajemnił mój uścisk, mrugnął zadziornie i wyszedł. Szybko zabrałam ubranie i ruszyłam do łazienki. Było dziś dość chłodno (ok.piętnastu stopni Celcjusza), ale na szczęście świeciło słoneczko. Włosy związałam w koka, zrobiłam delikatny makijaż i ruszyłam spakować rzeczy na trening. Stwierdziłam, że raczej będę chciała się dostać na bramkę lub obronę, nie atak. Byłam w tej sprawie podobna do brata. No chyba, że będzie pędził Ronaldo, to wolę być po jego stronie.
-Isabel! Chodź, musimy jechać!
-Lecę!
Sprawdziłam jeszcze raz czy wszytko mam i ruszyłam na dół. Zgarnęłam po drodze jabłko i już jechaliśmy na trening.
-Nie martw się chłopaki są spoko -uśmiechnął się.
-Może oprócz jednego -uśmiechnęłam się smutno -Poza tym wiem, ponieważ oglądałam wasze mecze i w ogóle. Jesteście nawet nieźli.
Brunet trzepnął mnie w ramię. Dojechaliśmy na miejsce jakieś dziesięć minut później. Wysiedliśmy, braciszek pokazał mi miejsce, gdzie mogę się przebrać. Szybko zmieniłam ciuchy. Wzięłam butelkę z wodą i ruszyłam w kierunku wyjścia na murawę.
-Bells? -usłyszałam dobrze znany mi głos.
Czas zmierzyć się z przeszłością.

To smutne, a zarazem tak bardzo frustrujące,
że poświęciłaś mu każdą wolną minutę swojego czasu,
byłaś na każde jego zawołanie, 
gdy było mu źle martwiłaś się o jego życie,
mając gdzieś swoje własne.
Byłaś dla niego zawsze i wszędzie,
 a on odchodząc nie poświęcił Ci nawet dwóch minut,
aby wyjaśnić swoją decyzję.
_________________________________________________________________________________
Mimo, że nie było komentarzy to wstawiam. Wierzę, że powodem tego był masowy crash komputerów, albo wysiadły wam internety.
Wracając do historii - jak myślicie o co chodzi? 
Jest wolne, dlatego macie możliwość "nadrobienia" wielu rozdziałów, jeśli pojawią się komentarze. Pozdrawiam gorąco :*
P.S. Czy u Was pogoda też wariuje? Ja mam cztery pory roku jednego dnia :3

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział III

Właśnie, który?
 ***
*** Oczy Isabel ***

-Chyba skuszę się na Kesa -powiedziałam i uśmiechnęłam się - Gdzie mogę się przebrać?
-Chodź, zaprowadzę cię do twojego mini pokoiku - uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za rękę.
Podczas drogi trochę pogadałyśmy. Dowiedziałam się, że ma brata i jest współwłaścicielką jednego z koni, na którym trenuje. Okazało się, że w tym ośrodku jest duży ruch, dużo uczniów i koni do trenowania. W końcu dotarłyśmy. Pokój wyglądał mniej więcej tak. Podejrzewam, że wszystkie są podobne, tylko pewnie mają ściany różnego koloru. 
-Tu masz szafę, tam mały aneks kuchenny... - zaczęła mi pokazywać.
-Tak, widzę - zaśmiałam się.
-Masz 10 minut i widzę Cię przy myjkach!
Uśmiechnęłam się i pokazałam kciuk w górę. Z mojej torby, którą zgarnęłam po drodze wyjęłam to, wzięłam klucze i powolnym krokiem ruszyłam do stajni.

-W tym samym czasie-

*** Oczami Sergio ***

O, k*rwa... Mój łeb! Ile my wczoraj wypiliśmy? Ugh... Zawsze tak to się kończy. Wstałem, wziąłem szybki prysznic i zgarniając moją torbę treningową ruszyłem do kuchni. Postanowiłem zajrzeć jeszcze do Belli, lecz jej nie było w pokoju. Zbiegłem na dół, lecz w kuchni też jej nie było. Szybko łyknąłem proszki na głowę i krzyknąłem:
-Isabel! Bella! - krzyczałem, ale jej nigdzie nie było.

Pierwszy dzień, a ona już zniknęła. Zacząłem się martwić. Przecież ona nie zna miasta, nawet nie wiem czy mówi dobrze po hiszpańsku! Pocieszała mnie myśl, że ze mną gadała płynnie. Myśląc, że chłopaki mogą coś wiedzieć ruszyłem na trening, łamiąc przy okazji chyba wszystkie przepisy drogowe. Wszedłem szybko do szatni, przebrałem się w strój treningowy i ruszyłem ku wyjściu. Zobaczyłem, że Iker ma jabło, które mu wyrwałem i uśmiechając się ugryzłem. Chłopaki (czyt. Ronaldo, Pepe, Marcelo i inni) postanowili, że weźmiemy meleksa. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Wjechaliśmy tam jak jacyś królowie, wszyscy, a szczególnie trener, patrzyli się na nas, jak na idiotów. Normalka! -Koniec zabawy! Trenujemy! - wysiedliśmy z meleksu, kiedy król Ronaldo zaparkował go na poboczu (czyt. na linii bocznej). Postanowiłem, że do dobry moment, aby ich zapytać czy nie wiedzą, gdzie ona może być.
-Chłopaki nie wiecie, gdzie może być Isabel? Mało z wczoraj pamiętam i...
-Tak jak każdy z nas - zaśmiał się Cris.
Prychnąłem i spojrzałem na nich pytającym wzrokiem. Oni patrząc na mnie poważnymi oczami zaprzeczyli. Pozostała, więc tylko jedna osoba, która może coś wiedzieć. Bale nadchodzę...

*** Oczami Belli ***

Dotarłam do myjek i zobaczyłam tam Kes, który patrzył na mnie przyjaźnie. Pogłaskałam go po szyi i ruszyłam do siodlarni. Tam zaczęłam szukać podpisu . Kiedy to zauważyłam, zabrałam ten komplet, gdyż zdecydowałam, że zielony będzie pasował do niego najlepiej. Spod boksu zgarnęłam szczotki i zajęłam się jego pilęgnacją. Poszło mi szybko i sprawnie, mimo iż ledwo dosięgałam góry jego grzbietu, a szyi to już w ogóle. 
-Widzę, że się obsłużyłas - usłyszałam, gdy już kończyłam go siodłać - A toczek gdzie?
-Nie zamierzam teraz spadać.
-Więc gotowa?
Pokiwałam głową i ruszyłam do hali, prowadzona przez dziewczynę. Przed jazdą postanowiłam wstawić nową fotkę na fb, którą podpisałam:
"Moja nowa furka! Kto zazdrości? :D :3"

Po sprawdzeniu strzemion i podciągnięciu popręgu wsiadłam na księcia. Oczywiście potrzebowałam pomocy blondynki. 
-To ty sobie pojeźdź, a my popatrzę -  powiedziała wskazując na trenera, a ja ruszyłam i zaczęłam sprawdzać jego umiejętności i przyzwyczajenia. Udało mi się go szybko zebrać i postanowiłam zakłusować. Trochę się powyginaliśmy, potrenowałam z nim łopatki i ciągi, potem przeszłam do galopu. Wtedy Następnie zrobiliśmy ciągi i zmiany. Potem popracowałam nad rozluźnieniem. Po następnych kilku minutach przeszliśmy do stępa.
-Jaka jest opinia, o szanowna pani trener? - spytałam z powagą.
Udała, że się namyśla i rzekła poważnym tonem, niczym prokurator, który oskarża w sądzie:
-Szanowna pani Isabel Ramos Garcia - jest nieźle - uśmiechnęła się - Twoje przygotowanie do każdej figury, itp. było super - podała mi rękę - Gratulacje.
-Dziękuje bardzo - udawałam, że się kłaniam.
-A tak na poważnie, było naprawdę spoko Bella -powiedział mój trener -Widać, że potrzebujecie czasu, ale widzę w was potencjał.

-35 minut później-

Po rozsiodłaniu i nakarmieniu go jabłkiem postanowiłam wziąć jakiegoś do poskakania. Zmieniłam czapkę na toczek i ruszyłam, aby wypróbować kolejnego konia. Padło na Pana Siwka. Założyłam zestaw znaleziony w siodlarni i ruszyłam na drugą halę, na której były przeszkody. Zaczepiłam jeszcze po drodze "mojego" przystojnego faceta i poprosiłam, aby pomógł mi przy przeszkodach. Po 30 minutowej rozgrzewce rozpoczęłam skoki. Zaczęliśmy od przysłowiowej "koperty", aby się do siebie przyzwyczaić. Poczułam, że koń ma silne wybicie, dobrze reaguje na pomoce i jest naprawdę ostrożny. Mimo wszystko od początku zauważyłam, że będzie mi ciężko się z nim zgrać. Następnie ustawiliśmy kilka przeszkód. Wyglądało to tak: przy lewej, długiej ścianie stał biało-czerwony okser, a następnie po łuku niebieska stacjonata. Przejechałam ją kilka razy, podwyższając wysokość - max. 100 cm.
Następnie po łuku od niebieskiej przeszkody, na ukos hali był szereg okser-stacjonata. Procedura jak przy pierwszej linii.Na końcu połączyłam to w całość. Wystarczyła mi ta godzina, aby wiedzieć, że dziewczyna będzie miała dużo roboty, ale też dużo uciechy. Poklepałam go i przeszłam do stępa. Podziękowałam Paulowi i wyciągnęłam telefon. Nie, nie jestem od niego uzależniona, chciałam tylko wejść na facebooka i instagrama. Kierowałam się do wyjścia z hali, kiedy usłyszałam:
-To tu ukrywa się siostrzyczka naszego Ramosa - "Nie, nie, nie, tylko nie to" - Sergio! Znalazłem twoją zgubę - odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Cristiano. 
_________________________________________________________________________________
Pojawiam się z nowym rozdziałem! Znowu trochę jeździecki, ale następny będzie bardziej piłkarski :) Co u Was? Jak w szkole? U mnie spoko, nie mogę narzekać, ani na oceny, ani na nauczycieli.
Miłego czytania :*

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział II

(...) chcę ci jeszcze kogoś przedstawić.

*** Nadal oczami Isabel***

Kiedy weszliśmy do stajni - oniemiałam. Po mojej lewej i prawej umieszczone były boksy. Wydawały się duże i przestronne, a wyłożone był trocinami lub słomą (zależy od konia). Ściany, które były pochyłe, przy dachu stajni prezentowały się w odcieniu bladej żółci, a boksy z ciemnego drewna. Myślę, że w tej stajni było ich ponad trzydzieści. A były jeszcze dwie : jedna taka jak ta, druga mniejsza.
-Cylana idzie obok - ta to bardziej ujeżdżeniowa.
Teraz dopiero dostrzegłam numery na boksami. Były wyrzeźbione w drewnie i pozłacane, po prawej nieparzyste, a po lewej parzyste. Kiedy ruszyliśmy w głąb zauważyłam, wcięcie po lewej stronie. Wnioskuje, że po prawej jest około dwudziestu boksów, ponieważ po lewej były cztery myjki, połączone ze stanowiskami do czyszczenia oraz drzwi z ciemnego drewna do siodlarni. Wyszliśmy drugimi drzwiami i weszliśmy do dużej stajni, która stała po lewej. Układ był podobny, tylko ściany były w kolorze delikatnego błękitu, a boksy z jasnego drewna. Boksów było ok. dwudziestu, może więcej.  W obu podłoga była wyłożona kostką.
-Ta dziewczyna - wskazał na konia stojącego obok mnie - ma boks numer dziewięć. Reszta twoich koni treningowych, stoi albo obok, abo naprzeciwko. Odstaw ją i przyjdź pod myjki.
Odstawiłam konia do boksu i poszłam we wskazane miejsce. Odważyłam się wejść do siodlarni i po raz kolejny dziś - zamurowało mnie. Ściany były białe, a od połowy wyłożone jasnym drewnem. Zakładam, że w drugiej stajni było ono ciemne, a ściany beżowe. Po lewej i prawej były porozwieszane siodła każdego zawodnika czy trenera, nad nimi były tabliczki z imieniem konia. Oddzielone były czarnym paskiem farby. Nad nimi były półki, idealne, aby zostawić tam toczki,a pod spodem skrzynki (oczywiście wszystko drewniane). Zgaduje, że na ciuchy itp.
-O! Widzę, że obczajasz - uśmiechnął się trener - Kantary i derki zwykle są przy boksach, tak samo jakieś wyposażenia dodatkowe, czy na padok.
Kiwnęłam głową. Na wprost siodlarnia rozszerzała się. Była tam przeszklona ściana, która wychodziła na padoki i ujeżdżalnie. Były tam komody lekami, odżywkami, bandażami oraz jedzenie dla koni. Wszystko tutaj było w idealnym porządku.
-Jeśli byłoby to jednak za mało miejsca, to w domkach na przeciwko stajni każdy ma swój pokoik i tam zostawiamy inne rzeczy. Prywatni właścicele mają całe pokoje, natomiast zawodnicy są po dwie, trzy osoby.
-Wiesz co? - tak mówiłam do niego na ty - Już to kocham!
Zaśmiał się i wskazał ręką, abym wyszła. Zobaczyłam tam rządek ludzi.
-Muszę ci przedstawić parę osób. To jest Paul - wskazał młodego, dla mnie mega przystojnego chłopaka trochę starszego ode mnie. Miał brązowe włosy i zabójcze niebieskie oczy - Jest naszym stajennym i luzakiem.
Podałam mu rękę i uśmiechnęłam się do niego. Trener przedstawił mi jeszcze dwóch stajennych, weterynarza. Zostały jeszcze dwie osoby:
-To jest Daliya. Jest moją luzaczką  i jeździ u nas. Jesteście w tym samym wieku i wierzę, że nie rozniesiecie mi stajni.
Od razu ją polubiłam. Była szczupła, wysokoą blondynką z tajemniczymi oczami. Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Chodź, teraz pokażę ci teraz twoje nowe fury, z którymi będziesz pracować.
Ruszyliśmy najpierw po stajni skokowej.
-To Solei i Light. Dwa wałachy, które oddaję ci pod pełną opiekę. Pierwszy z nich jest młody i jeszcze nie doświadczony. Na treningach spokojnie radzi sobie z parkurami 150 cm, na zawodach skakał maksymalnie 135 cm. Jest żwawy i ma dobry baskil. Light jest z kolei bardziej doświadczony. Podczas treningów pod różnymi zawodnikami skacze ponad 155 cm, w tym sezonie planuję dla niego takie właśnie parkury. Jest opaowany, uważny oraz dużą moc w skoku.
-Tutaj jest Kes i Harry. Chciałbym, abyś obydwa jeździła co najmniej dwa razy w tygodniu. Kes jest typowym skoczkiem, o dużej sile, potędze i bardzo dobrym tempie. Harry natomiast to mieszanka krwi i najlepiej radzi sobie na krosie. Skacze też nieźle, ale to nie jego żywioł.
-Pfff... Dużo tego... Jeszcze ktoś?
-Tylko dwa.
Kiwnęłam głową, abyśmy ruszyli.
-To jest Jako. Jest koniem prywatnym, na którym jeździ pewna nastoletnia amazonka, jeśli się nie mylę ma trzynaście lat. Dobrze by było, gdybyś wsiadła na niego chociaż raz w tygodniu, żeby go temperować, ja nie mam czasu, a przyda się, aby popracował pod kimś doświadczonym.
-Okej, a ostatni?
-Ostatnia -poprwaił mnie -Callie, kucykowaty o wielkim serduchu. Sprawdza się wszędzie, ale przede wszystkim w skokach. Chodzi o to samo co z siwym, jeździ ją koleżanka amazonki Jako, Callie czasem lubi dawać o sobie znać.
Złapałam się za głowę i spróbowałam przyswoić informacje, które zostały mi przekazane kilka minut temu.
-To jak, wsiadasz dzisiaj?
-Pewnie, że tak. Nie mam ochoty wracać do domu.
-Do domu, czytaj do brata?
Kiwnęłam głową. Jak on dobrze mnie zna.
-To siadaj na kogoś, a ja sobie popatrzę. Chwilę się nie widzieliśmy.
-To może ja ją oprowadzę -usłyszałam od blondynki.
Uśmiechnęłam się do niej. Trener w tym czasie zdążył odejść i zostawił nas same.
-To jak?
No właśnie, który?

_________________________________________________________________________________

Żeby was przeprosić, postarałam się o długi. I chyba jest.
Mam nadzieję, że będzie Wam się miło czytało i będziecie komentować tak jak dotąd :*

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział I

(...) Cześć braciszku - uśmiechnęła się smutno.

***Oczami Sergio***

Patrzyłem na Isabel jak na ducha. Nie widziałem jej od 10 lat. Była zniewalająco piękna. Wstyd się przyznać, ale gdyby nie była moją siostrą to chętnie bym się z nią umówił.
-Co tak patrzysz jak na ducha? Wiem, że minęło dużo czasu, ale chyba w takiej chwili powinniśmy trzymać się razem...
Pokręciłem głową:
-Nie o to chodzi... Po prostu zmieniłaś się... Będę musiał zadzwonić po ochronę, żeby mi się nie wdzierali adoratorzy do domu - uśmiechnąłem się.
Zaśmiała się rozbawiona.
-Ty też wyładniałeś. Mogę wejść?
-Pewnie, rozbierz się  i chodź za mną pokaże Ci pokój - kiwnąłem ręką, pokazując na schody - Tu jest łazienka, tu moja sypialnia, tu... - wymieniałem dumny z wielkości mojego domu - A tu sypialnia, w której możesz mieszkać.
-Dzięki - uśmiechnęłam się wchodząc.
-Posłuchaj... - powiedziałem opierając się o framugę drzwi - Ja wiem, dlaczego nie widzieliśmy się przez te 10 lat i powinnaś wiedzieć dwie rzeczy... Po pierwsze - przepraszam. Wiem, że to co zrobiłem było samolubne i bardzo bolesne dla ciebie i wiem, że nie powinienem był tego robić, ale... Martwiłem się o ciebie. Wiesz, że byłaś dla mnie najważniejsza, wciąż jesteś...
-Sergio, przestań... Było minęło. Może tak właśnie miało być. Z resztą... To nie była tylko twoja wina. On też mógł mi powiedzieć. Miał kilka możliwość, wybrał jak wybrał... - westchnęła - A teraz jeśli pozwolisz wezmę prysznic i się przebiorę.
-Ale jest jeszcze inna sprawa, o której nie wiem czy wiesz...
-Nie obchodzi mnie to czy twoi znajomi dziś przychodzą...
-Chodzi o to, że On gra u nas! - krzyknąłem. Nie lubiłem, gdy ktoś mi przerywał.
-Wiem! - odkrzyknęła - Myślisz, że na tyle mnie zraniło to co zrobiłeś, że nie obserwowałam tego co robiłeś?! Real Madryt to też moje życie! Wiem, że tu trenuje, wiem że kosztował 94 miliony! Wiem, wiem, wiem! - wykrzyczała - A teraz jeśli łaska wyjdź i zostaw mnie samą!-Ale Bells... 
-Wyjdź, po prostu wyjdź...
Odwróciłem się i wyszedłem zamykając drzwi. Walnąłem pięścią w ścianę i krzyknąłem sfrustrowany. Co ja robię nie tak?!


***Oczami Isabel***

Odetchnęłam głęboko i powstrzymując łzy udałam się do łazienki, która była połączona z moim pokojem. Wow! Mój brat to ma forsy! Wzięłam długą, odprężającą kąpiel, następnie ubrałam świeże ubrania, związałam mokre włosy w koka i rozpakowałam moją torbę. Następnie ruszyłam na dół, skąd słychać było śmiechy i głosy - oczywiście męskie. Weszłam do salonu i zobaczyłam mojego brata, który razem z piątką graczy Realu Madryt robił zawody w Fifę 14. No tak, faceci... Zdecydowałam na razie im nie przeszkadzać i prześlizgnęłam się do kuchni, którą zauważyłam wchodząc do tej willi po raz pierwszy. Szybko odnalazłam kubki, zrobiłam sobie herbatę i stanęłam w progu. Kiedy tak grali na tej konsoli wyglądali jak nastolatki. Krzyczeli, przepychali się, rzucali w siebie jaśkami. Uśmiechnęłam się. Zazdroszczę, że mogą uwolnić głowę od problemów w tak przyziemny sposób. 
-No nie! - krzyknął Marcelo - Oszukujesz!
-Nie prawda - zapierał się Sergio.
I tak rozpoczęła się kłótnia, którą przerwał dopiero Ronaldo, mówiąc, że przyniesie jeszcze piwa. Niestety dotarło to do mnie za późno i nie zdążyłam się schować. No cóż, kiedyś i tak by do tego doszło... Cristiano obrócił się, przeszedł kilka kroków i stanął jak słup soli. No tak, nie na co dzień widzi się dziewczynę, dopiero co po prysznicu, młodszą o ok. dziesięć lat w domu swojego kumpla, który ma narzeczoną. 
-Sergio, nie żeby coś, ale kto to jest? - powiedział uśmiechając się i stanął bokiem, tak aby mnie odsłonić - Nie wiem, czy Pilar wie i nie musi, no ale wiesz...
-To nie tak jak myślisz - powiedział wstając - Chłopaki, to moja siostra - Isabel - rzekł, podchodząc do mnie i objął mnie ramieniem - A to Iker, Marcelo, Pepe, Isco i Cristiano - wskazał każdego po kolei.
-Miło poznać - uśmiechnęłam się. 
Staliśmy chwilę w ciszy (zgaduję, że byli w szoku), gdy zdecydowałam,że pora już iść.
-To ja już nie przeszkadzam - ruszyłam po schodach. Skontaktowałam się jeszcze z trenerem, czy moje konie już jadą i kiedy będą na miejscu. Napisał, że jak będą blisko to napiszą do mnie, zgarną mnie i pojedziemy do stajni razem. Tak więc mogłam położyć się spać.

~ Następnego dnia~

Była 7:50, gdy zadzwonił mój telefon. 
-Będziemy za 20 minut - usłyszałam.
Zerwałam się z łóżka i ruszyłam do łazienki. Umyłam zęby, związałam włosy w kucyka, ubrałam się w ciepłe ciuchy, spakowałam inne i ruszyłam na dół. W kuchni była kartka, na której mój brat napisał, że jest na treningu i kiedy wróci. Leżały też tam klucze do domu. Chwyciłam je i jabłko, akurat gdy zatrąbił klakson. Wystrzeliłam jak strzała z domu, zamknęłam posiadłość i wsiadłam do szoferki witając się z ekipą. Teraz ja mogę się odstresować. Kiedy w końcu dotarliśmy do stadniny    ( na zdj. tylko część stadniny, jest to K.S. Centurion) wyskoczyłam z szoferki jako pierwsza i ruszyłam otwierać przyczepę. Tak się ucieszyłam widząc moją klacz całą i zdrową.
-Cześć - powiedziałam.
Zarżała wesoło. Wyprowadziłam ją i zaczęłam rozglądać się po ośrodku. Byłam tu po raz pierwszy. 
-Isabel! - usłyszałam - Może fotka? Niech fani wiedzą, gdzie się ukrywa ich muza? - zaśmiał się.
Pokręciłam głową z uśmiechem i ustawiłam się na tle palcu treningowego.
-Cylana daj buzi.
-No, i już jesteście na instagramie - uśmiechnął się trener - Chodź z nim do boksu, chcę ci jeszcze kogoś przedstawić.
_________________________________________________________________________________

Oto pierwszy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :)
Drugi zacznę pisać, jak pojawią się dwa komentarze ;)
Miłych ferii!

P.S. Wiem, że ubiór na zdjęciu się nie zgadza, ale takie zdjęcie po prostu nie istnieje :P

piątek, 23 stycznia 2015

Prolog

*Sergio*

Wróciłem do domu głośno trzaskając drzwiami. Dzisiejszy trening nie poszedł najlepiej, a za 3 dni gramy mecz. Mam nadzieję, że nasza forma się jeszcze poprawi, bo jak nie to będzie cięzko. 
-Dzień dobry, panie Sergio - usłyszałem z kuchni.
Podszedłem tam i zobaczyłem panią Marię - moją kucharkę. Uśmiechnąłem się.
-Witam, co na obiad?
-Niespodzianka - uśmiechnęła się - Przyszła poczta, leży w salonie. 
Skinąłem głową i ruszyłem w głąb domu. Podniosłem listy. Z banku, od fana, z gazety, od fana... Aż nagle zobaczyłem jeden, inny od reszty. Było na nim napisane zgrabnym pismem moje imię, nazwisko,adres, niestety bez nadawcy. Otworzyłem ją, czytając treść listu:


06.03.2014r., Londyn, Wielka Brytania
Drogi Sergio!

 Jeśli czytasz ten list, oznacza to, że wydarzyło się to czego się obawialiśmy. Ale zanim dowiesz się o tym musimy Cię prosić o jedno.
 Twoja siostra została teraz sama w Londynie. Wiemy, że może jej samej ten pomysł się nie spodoba, ale dowie się o nim takim samym jak Ty - prosimy Cię, abyś się nią zaopiekował, ponieważ nas już nie ma. Nie chcemy, żeby po tym co się stało została sama, a poza tym raczej nie starczy jej na długo to co jej zostawiliśmy - ona też ma swoje potrzeby i pasje. W jej liście zawarliśmy twój adres i telefon, więc wierzymy, że albo Ty pojedziesz do niej, albo ona do Ciebie.
 Ta, więc wracając do wydarzenia - skoro dostałeś ten list to znaczy, że już nas nie ma na tym świecie. Umarliśmy. Oczywiście nie chcemy, abyś się zadręczał, ani winił oto, że Cię nie było z nami i, z Izabel, bo wiemy, że będziesz. Po prostu teraz zaopiekuj się nią Wiemy, że zrobisz to równie dobrze jak my, albo nawet lepiej. 


 Chcemy również abyś wiedział, że jesteśmy z Ciebie bardzo, bardzo dumni. Nawet nie wiesz jak bardzo cieszymy się, kiedy widzimy Cię na boisku. Robisz to co kochasz i właśnie tego dla Ciebie chcieliśmy. Mamy nadzieję, że zaakceptujesz również pasję twojej siostry i będziesz z niej dumny, tak jak my.
 Pamiętaj, że wierzymy w Ciebie i kochamy Cię najbardziej na świcie,
Twoi kochający rodzice,
Jose Mario i Paqui Ramos Garcia
P.S. Tutaj masz adres domu i numer Isabel:

Sheen Common Dr 23/2, Richmond, Londyn
tel. 0156789241

Oczy miałem tak szeroko otwarte, że nie wiedziałem czy wrócą do normalnego stanu. Przeczytałem list jeszcze kilka razy. Jak to nie żyją? Przecież widziałem ich niedawno na skaypie i byli w świetnej kondycji. A Isabel? Gdzie ona teraz jest? Co robi? Jak się czuje? Akurat teraz kiedy ułożyłem sobie życie, dowiaduje się o czymś takim. Zrobili to specjalnie, żebym teraz myślał tylko o tym i miał milion pytań na sekundę? Już wstawałem, aby rezerwować lot do Londynu, gdy drzwi otwarły się i do domu wkroczyła ona. Ubrana cała na czarno, z podkrążonymi oczami, które spróbowała ukryć za warstwą makijażu.
-Widzę, że już wiesz - powiedziała patrząc na mój list i pokazując mi swój - Cześć, braciszku - uśmiechnęła się smutno.
_________________________________________________________________________________
Oto jest prolog :)
Jak się podoba???

Fabuła

Miejsce wydarzeń : głównie Hiszpania/Madryt
Czas; marzec 2014-...

Ramos od 2005 roku gra w Realu Madyt. Ma piękną narzeczoną, wspaniały dom i znajomych - w skrócie świetnie ułożone życie. Nagle pewnego dnia przychodzi list. List od rodziców, których twarzą w twarz nie widział od 10 lat. Jest to jakby testament, w którym rodzice proszą go, aby zaopiekował się swoją siostrę, która od ostatniej wizyty udaje, że nie istnieje. Hiszpanowi w jednej chwili wali się świat. Jak ma się zająć siostrą, której nie widział od 10 lat? I gdzie ona w ogóle jest? Czy jego idealne życie właśnie się skończyło? I jaką rolę odegra tam Cristiano Ronaldo i reszta drużyny Galaktycznych?